Koronawirus w Szkole Głównej Służby Pożarniczej

U pięćdziesięciu jeden, spośród ponad trzystu podchorążych Szkoły Głównej Służby Pożarniczej w Warszawie testy potwierdziły obecność koronawirusa SARS-Cov-2. Pierwsze informacje o koronawirusie w szkole oficerów pożarnictwa pojawiły się blisko dwa tygodnie temu. Wówczas, kierownictwo bagatelizowało problem.

Obecność podchorążych na terenie Szkoły pomimo wstrzymania zajęć nie powinna dziwić. Studenci szkoły oficerów pożarnictwa pełnią w końcu służby w szkolnej jednostce ratowniczo-gaśniczej, która zabezpiecza operacyjnie część Warszawy, a także pozostają w stałej gotowości jako odwód operacyjny Komendanta Głównego PSP. Dlatego, podobnie jak w pozostałych szkołach podchorążowie pozostali w koszarach.

W niedzielę 5. kwietnia na facebookowej stronie Mundurowi Dziękują Rządowi (MDR) pojawiły się pierwsze wzmianki o podejrzeniu zakażenia się części studentów koronawirusem SARS-Cov-2 wywołującym chorobę Covid-19. Wówczas problem dotyczył jednego pododdziału. Objawy charakterystyczne dla choroby (podwyższona temperatura ciała, brak zmysłów smaku i węchu) zgłaszało kilkunastu podchorążych. Objawy te według relacji samych podchorążych pojawiły się już niemal tydzień wcześniej.

Niektórzy już od tygodnia, część z nich od wtorku. We wtorek kilku miało tak mocne objawy, że musieli im zdjąć służby. Wszystko wpisane w dokumentację służbową – czytamy we wpisie na stronie MDR

Objawy oraz podejrzenia były zgłaszane przełożonym. Dowódca pododdziału za każdym razem wnioskował o konsultację lekarza SGSP. Jego wizyty miały być jednak bardzo krótkie i ograczać się się do wzrokowej oceny pacjenta oraz przepisania leków przeciwgorączkowych. Dopiero w niedzielę 5 kwietnia podchorążowie sygnalizujący niepokojące objawy choroby zostali odizolowani od reszty. O sytuacji powiadomiony został m.in. prorektor nadzorujący sprawy operacyjne w Szkole st. bryg. Jarosław Zarzycki. Ten miał jednak sugerować, że studenci pozostający na terenie Szkoły zwyczajnie symulują objawy, aby w ten sposób umożliwić sobie powrót na Wielkanoc do domów. Istniała również obawa, że po słowach Zarzyckiego chorzy studenci mogą wrócić na uczelniany akademik.

Jeszcze w niedzielę podchorążowie sami skontaktowali się z Głównym Inspektoratem Sanitarnym, który odmówił przeprowadzenia testów w kierunku koronawirusa. Tłumaczono to tym, że najpierw lekarz jednostki musi oficjalnie potwierdzić wystąpienie objawów zgłaszanych przez podchorążych, czego odmawiał.

Kolejne działania podejmowane były w poniedziałek. Ograniczyły się jednak do pomiaru temperatury ciała i dalszej izolacji chorych podchorążych na sali gimnastycznej. Kierownictwo Szkoły uspokajało, że sytuacja jest pod kontrolą. Choć u części podchorążych pomiary wskazywały nawet 38-39oC komendant-rektor Szkoły nadbryg. Paweł Kępka, uspokajał dziennikarzy, że jedyne potwierdzone objawy to brak węchu i smaku, zaś sytuacja w Szkole jest pod kontrolą. Okazuje się jednak, że tak nie było. Testy na obecność koronawirusa wykonano dopiero w świąteczny weekend. Poddano nim łącznie 386 osób. Wówczas potwierdzono zakażenie u 44 podchorążych. Testom poddano wszystkich podchorążych przebywających wówczas w szkole. Natomiast nadal nie wiadomo, czy poddano nim wszystkich pracowników Szkoły, w tym pracowników cywilnych, którzy mieli, bądź mogli mieć styczność z zarażonymi studentami. W kolejnych dniach potwierdzono kolejne przypadki zakażenia, których wedle ostatnich informacji jest 51. Dopiero wówczas podjęto kolejne działania polegające m.in. na umieszczeniu zarażonych podchorążych w stołecznym izolatorium. Pozostałych natomiast podzielono na dwie grupy, z czego połowa odbywa kwarantannę w obiektach SGSP, zaś pozostali na terenie wytypowanych ośrodków szkoleniowych, czy też w innych szkołach pożarniczych.

Dotychczas jedynym, który poniósł konsekwencje służbowe, jest Jarosław Zarzycki, były już prorektor SGSP do spraw operacyjnych. Tuż po Świętach Wielkanocnych został odwołany z tej funkcji przez szefa MSWiA Mariusza Kamińskiego, na wniosek komendanta-rektora Pawła Kępki i komendanta głównego PSP, st. bryg. Andrzeja Bartkowiaka. Czy konsekwencje poniosą kolejne osoby, w tym m.in. sam komendant-rektor Kępka, czy też bagatelizujący sytuację lekarz SGSP? Tego dowiemy się prawdopodobnie po efektach prac sześcioosobowego Zespołu do spraw wyjaśnienia przyczyn i okoliczności wystąpienia przypadków zakażenia koronawirusem SARS-Cov-2 w SGSP. Na jego czele stoi st. bryg. Tomasz Naczas – Dyrektor Biura Szkolenia KG PSP. Zajmie się on oceną postępowania kierownictwa SGSP w związku z niebezpieczeństwem transmisji koronawirusa na terenie Uczelni oraz skuteczności działań izolacyjnych wobec podchorążych. Efekty prac zespołu na biurko Andrzeja Bartkowiaka mają trafić w najkrótszym, możliwym terminie.

Aktualnie wszyscy podchorążowie, którzy przebywali w Szkole, nadal odbywają kwarantannę, tak na terenie Szkoły, jak również w innych wyznaczonych miejscach. Według informacji, zarówno oni, jak też zakażeni podchorążowie są w dobrym stanie zdrowia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *