Puste remizy, realne koszty. „Martwe” OSP obciążają budżety gmin i zagrażają bezpieczeństwu
Miliony złotych trafiają co roku do ochotniczych straży pożarnych, które od lat nie uczestniczyły w akcjach ratowniczych ani nie prowadzą działalności społecznej. Badania przeprowadzone przez dr. Dariusza P. Kałę ujawniają kulisy nieefektywnego finansowania „martwych” jednostek OSP, na przykładzie powiatu elbląskiego. Pokazują, że problem szkodzi finansom gmin, ale również zagraża lokalnemu bezpieczeństwu.
OSP są ważnym elementem życia lokalnego – to instytucje z wieloletnią tradycją, często stanowiące centrum społecznej aktywności. W całym kraju jest ich niemal 16 tys.. Zrzeszają grubo ponad 500 tys. członków czynnych. Jednak, jak wynika z badań przeprowadzonych w powiecie elbląskim, wiele z nich funkcjonuje dziś tylko formalnie. Nie uczestniczą w akcjach ratowniczych, nie szkolą młodzieży, nie organizują wydarzeń – a mimo to regularnie otrzymują publiczne pieniądze.
Dr Dariusz Kała, prawnik specjalizujący się w prawie ochrony przeciwpożarowej, przeanalizował działalność wszystkich OSP w powiecie elbląskim w latach 2008–2023. Zgromadził dane m.in. o liczbie wyjazdów, finansowaniu, liczebności druhów i działalności edukacyjnej. Efekty? W każdej gminie ujawniono jednostki, które od lat są nieaktywne, ale nadal pobierają dotacje.
Środowiska samorządowe i strażackie przez lata usprawiedliwiały istnienie takich OSP. Mówiono, że mogą się jeszcze odrodzić, że pełnią rolę kulturalną albo że będą przydatne w razie katastrofy. Tymczasem, jak pokazuje analiza, jednostki raz nieaktywne – zazwyczaj takie pozostają. Co więcej, brak zaangażowania ratowniczego często idzie w parze z brakiem jakiejkolwiek działalności społecznej. A w sytuacjach kryzysowych i tak nie są wzywane – reagowanie opiera się wtedy na aktywnych jednostkach. Badanie pokazuje konkretne przypadki: OSP Osiek w gminie Godkowo przez sześć lat miała zaledwie 32 wyjazdy, a otrzymała ponad 150 tys. zł. OSP Rozgart – 7 wyjazdów przez 11 lat, przy wsparciu rzędu 140 tys. zł. Tymczasem aktywne OSP mają po kilkadziesiąt akcji rocznie, intensywnie działają w lokalnych społecznościach, zaś ich finansowanie jest na podobnym poziomie. Biorąc pod uwagę koszty funkcjonowania ochotniczych straży pożarnych, taki stan rzeczy znacznie utrudnia pozyskiwanie nowego specjalistycznego sprzętu, czy środków ochrony indywidualnej do jednostek, w których rzeczywiście będą potrzebne.
Finansowanie nieaktywnych OSP to nie tylko niegospodarność, ale także naruszenie przepisów. Ustawa o samorządzie gminnym nakłada obowiązek zapewnienia ochrony przeciwpożarowej, a ustawa o finansach publicznych – celowego wydatkowania środków. Mimo to, wiele gmin wciąż przelewa środki do jednostek, które nie realizują zadań statutowych. Już w 2019 r. Najwyższa Izba Kontroli ostrzegała w raporcie oceniającym funkcjonowanie ochotniczego pożarnictwa, przed tym zjawiskiem. W szczególności wskazano wówczas na brak monitoringu efektywności OSP, zwłaszcza tych spoza Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. Propozycja reformy systemu finansowania pojawiła się w 2021 r. przy okazji prac nad ustawą o ochotniczych strażach pożarnych – zakładała rozdzielenie OSP na jednostki ratownicze i społeczne, z różnymi modelami finansowania. Projekt, pod presją części środowiska strażackiego, jednak nie wszedł w życie. Dziś badacz apeluje o lokalne działania: rzetelną ewaluację jednostek, ograniczenie finansowania tych trwale nieaktywnych oraz przeniesienie środków do OSP, które rzeczywiście działają.
Problem ma też wymiar społeczno-polityczny. Zamknięcie nieaktywnej OSP może spotkać się z oporem mieszkańców przywiązanych do tradycji. Dlatego, jak zauważa autor badań, w wielu gminach brakuje determinacji, by przeciąć ten kosztowny „strażacki sentyment”. Wnioski są niestety jednoznaczne: bez analizy i reform, system ochrony przeciwpożarowej w Polsce będzie nadal obciążany przez fikcyjne jednostki. Tymczasem środki te mogłyby wspierać prawdziwych strażaków – tych, którzy realnie niosą pomoc, szkolą młodzież i dbają o bezpieczeństwo mieszkańców.
Badania obejmują powiat elbląski – nie jest jednak tajemnicą, że problem jest systemowy i dotyczy wielu regionów w Polsce. Diagnoza została postawiona. Teraz potrzebne są konkretne działania: polityczna odwaga, merytoryczna analiza i konsekwencja w realizacji niepopularnych, ale koniecznych decyzji. Każda złotówka wydana na ochronę przeciwpożarową powinna realnie służyć bezpieczeństwu mieszkańców – a nie jedynie utrzymywać wspomnienie po remizie, która kiedyś tętniła życiem.
CZYTAJ RÓWNIEŻ:

Widać że badania nie są zrobione rzetelnie w takim wypadku, ponieważ większość mniejszych OSP nie są wpięci do systemu ostrzegania i alarmowania dlatego też jest mniej wyjazdów, ilość druhów się zwiększa się co raz bardziej w młodsze pokolenie, sprzęt jakim dysponują mniejsze OSP błaga o pomstę do nieba, brakuje nawet ubrań i butów. Brak osób które posiadają uprawnienia kat „C”. Mimo że takie OSP z m. Rozgart wygrywa zawody choćby gminne i pokazuje się społeczeństwu w jak najlepszych odsłonach swojej działalności. Szkoda że nikt nie bierze takich faktów pod uwagę.
Witam. Ten artykuł to prawda. Są jednostki których istnienie jest zbędne. Czy my potrzebujemy bohaterów zawodów, czy ochrony dobytku i życia?