Wkładki i kierowanie ruchem przez OSP – co projekt ustawy naprawdę próbuje uporządkować
Projekt nowelizacji przepisów dotyczących OSP wzbudził duże emocje i sporo wątpliwości wśród czytelników. W komentarzach pojawiają się pytania, po co zmieniać prawo, skoro „wszystko już jest uregulowane”, a także zarzuty o mnożenie przepisów. Tymczasem uzasadnienie projektu jasno pokazuje, że celem nie jest rewolucja, lecz uporządkowanie praktyki, która od lat rozmija się z obowiązującymi regulacjami.
Dyskusja pod naszym ostatnim wpisie w sprawie nowelizacji ustaw Prawo o Ruchu Drogowym, a także o kierujących pojazdami pokazuje, że wiele głosów krytycznych nie kwestionuje samego sensu przepisów, ale ich istnienie jako takich. Często pojawia się argument, że skoro zezwolenia są wydawane na osobę i jej prawo jazdy, a nie na pojazd, to nie ma potrzeby niczego doprecyzowywać. Podobnie w przypadku kierowania ruchem – skoro OSP robi to od lat, to po co ingerować ustawą. Uzasadnienie projektu pokazuje jednak, że problem nie leży w teorii prawa, lecz w jego stosowaniu.
Zezwolenia na pojazdy uprzywilejowane – porządkowanie praktyki, nie tworzenie nowego prawa
W odniesieniu do tzw. wkładek projektodawcy wprost wskazują, że celem zmian jest „doprecyzowanie zakresu wydawanego przez starostę zezwolenia na kierowanie pojazdami uprzywilejowanymi”. W uzasadnieniu czytamy, że zezwolenie ma dotyczyć „konkretnego strażaka–ratownika OSP w ramach posiadanych przez niego kategorii prawa jazdy w dowolnej jednostce OSP i na dowolny pojazd używany do celów specjalnych”.
Ten fragment uzasadnienia dobrze odpowiada na komentarze, w których czytelnicy podkreślają, że dziś „wkładka nie jest na pojazd”. Problem w tym, że w praktyce bywała traktowana inaczej. Część starostw, w decyzji administracyjnej (na jej podstawie druhowie otrzymują dokument potocznie zwany wkładką) zawęża zakres zezwoleń do jednego samochodu lub jednej jednostki, mimo że ustawa nie dawała ku temu podstaw. Projekt ustawy nie zmienia więc istoty zezwolenia, lecz zamyka pole do nadinterpretacji, które przez lata generowały chaos i niepewność prawną po stronie OSP.
Uzasadnienie odnosi się również do sytuacji, w których strażacy OSP, będący jednocześnie funkcjonariuszami innych służb, musieli uzyskiwać kolejne zezwolenia. Autorzy projektu wprost wskazują, że prowadziło to do „konieczności ponownego przeprowadzania badań lekarskich i składania wniosków”, mimo że dana osoba posiadała już ważne uprawnienia. Nowelizacja ma ten problem zlikwidować.
Kierowanie ruchem przez OSP – prawo dogania wieloletnią praktykę
Drugim zasadniczym zagadnieniem poruszanym w projekcie jest kierowanie ruchem przez strażaków OSP poza akcją ratowniczą. W komentarzach pojawiają się głosy, że strażacy robią to od lat i „nikt tego nie kwestionuje”. I właśnie to jest sedno problemu. Jak wskazują projektodawcy w uzasadnieniu, brak jednoznacznej podstawy prawnej powodował, że działania wykonywane w interesie bezpieczeństwa publicznego odbywały się w szarej strefie interpretacyjnej.
Projekt przewiduje możliwość kierowania ruchem przez strażaków OSP wykonujących zadania statutowe, pod warunkiem ukończenia szkolenia organizowanego przez wojewódzki ośrodek ruchu drogowego. Nie jest to więc automatyczne rozszerzenie uprawnień, lecz próba ujednolicenia zasad i wprowadzenia jasnych kryteriów. Jak podkreślono w uzasadnieniu, chodzi o uporządkowanie sytuacji, w której „praktyka wyprzedziła obowiązujące regulacje”.
Całość projektu spina wspólny mianownik, który w dyskusjach bywa pomijany. Nie tyle chodzi o tworzenie nowych przywilejów dla OSP, co o doprecyzowanie przepisów tam, gdzie ich niejednoznaczność prowadziła do nadmiernej ostrożności administracji i realnych problemów w codziennej działalności jednostek. Ustawa ma charakter porządkujący – i dokładnie w takim kontekście warto ją oceniać, zamiast sprowadzać dyskusję do pytania, czy „na papierze coś się zmienia”.
