OSP między tradycją a reformą. Czego możemy nauczyć się od Niemiec i Francji?
Ochotnicze pożarnictwo w Polsce stoi dziś przed wyborem: trwać przy modelu opartym na sentymencie czy dostosować się do realiów demografii i finansów. Niemcy i Francja mierzą się z podobnymi problemami – i pokazują, że zmiany nie niszczą tradycji OSP, lecz mogą być jedynym sposobem jej ocalenia.
Debata o przyszłości ochotniczego pożarnictwa w Polsce coraz częściej wykracza poza pytanie „czy OSP są potrzebne?”. Odpowiedź jest oczywista – są. Prawdziwym wyzwaniem staje się jednak pytanie w jakiej formie i jakim kosztem system OSP może funkcjonować w warunkach niekorzystnej demografii, presji budżetowej i zmieniających się oczekiwań społecznych. W poszukiwaniu rozwiązań często spogląda się na doświadczenia innych państw europejskich, w szczególności Niemiec i Francji. Nie dlatego, że ich systemy są idealne, lecz dlatego, że mierzą się z bardzo podobnymi problemami – i próbują na nie odpowiadać.
Niemcy: ochotnicy w cieniu tych samych problemów
Niemieckie ochotnicze straże pożarne (Freiwillige Feuerwehr) są filarem systemu ochrony przeciwpożarowej – liczbowo zdecydowanie dominują nad jednostkami zawodowymi. Jednak również tam hasło o „kryzysie ochotnictwa” przestało być publicystycznym uproszczeniem, a stało się przedmiotem poważnych analiz. Starzenie się społeczeństwa, migracja młodych ludzi do dużych miast oraz rosnące wymagania szkoleniowe powodują, że coraz trudniej utrzymać odpowiednią liczbę czynnych strażaków-ochotników. W wielu regionach Niemiec problemem nie jest brak remiz czy sprzętu, lecz brak ludzi zdolnych do wyjazdu w godzinach pracy. Podobnie jak w Polsce, coraz więcej ochotników pracuje poza miejscem zamieszkania, co realnie ogranicza dostępność jednostek w ciągu dnia. Niemieckie analizy jasno wskazują, że formalne istnienie jednostki nie zawsze przekłada się na jej faktyczną zdolność operacyjną.
Odpowiedzią Niemców na kryzys kadrowy i demograficzny nie była masowa likwidacja jednostek, lecz systemowe zwiększanie elastyczności. Kluczowym założeniem stało się odejście od fikcji, że każda jednostka musi dysponować pełną zdolnością operacyjną o każdej porze doby. W wielu landach wprowadzono formalną kategoryzację jednostek – od pełnych jednostek wyjazdowych, przez jednostki o ograniczonej gotowości (np. tylko w godzinach popołudniowych i nocnych), po jednostki wspierające, które nie pełnią funkcji pierwszowyjazdowych. Takie OSP koncentrują się na szkoleniach, zabezpieczeniach imprez masowych, działaniach logistycznych czy edukacji prewencyjnej.
Coraz częściej stosowanym rozwiązaniem jest także łączenie potencjałów kilku sąsiednich OSP w ramach jednego obszaru operacyjnego. Zamiast utrzymywać kilka słabych kadrowo jednostek, tworzy się jeden silniejszy komponent wyjazdowy, wspierany przez pozostałe jednostki w zakresie zaplecza technicznego, kadrowego i społecznego. W praktyce oznacza to wspólne planowanie, jednolite standardy szkoleniowe i kompatybilny sprzęt. Istotnym elementem niemieckiego modelu jest również systemowe wsparcie pracodawców. W wielu regionach funkcjonują porozumienia między samorządami a firmami, przewidujące rekompensaty finansowe, ulgi podatkowe lub promocję społeczną dla pracodawców umożliwiających swoim pracownikom udział w działaniach ratowniczych w godzinach pracy. To rozwiązanie wprost adresuje problem dziennej niedostępności ochotników.
Niemcy bardzo mocno inwestują także w młodzieżowe drużyny pożarnicze, traktując je jako element strategiczny, a nie jedynie wychowawczy. Programy szkoleniowe, zaplecze infrastrukturalne i wsparcie instruktorów są finansowane stabilnie i długofalowo. Efekt jest jasny: choć liczba dorosłych ochotników w niektórych regionach spada, system zachowuje zdolność do odtwarzania kadr. W niemieckiej debacie coraz wyraźniej odchodzi się od zasady „jedna gmina – jedna pełna jednostka”, na rzecz analizy ryzyka, czasu dojazdu i realnej dostępności ludzi. To podejście, choć budziło opór, dziś jest uznawane za warunek utrzymania sprawności całego systemu.
Francja: ochotnicy w systemie półzawodowym
Francuski model ochotniczego pożarnictwa (sapeurs-pompiers volontaires) bywa przedstawiany jako wzór. Rzeczywiście, ochotnicy stanowią tam znaczną część sił ratowniczych, ale system ten także przechodzi głębokie zmiany. Francja zmaga się z malejącą liczbą ochotników, rosnącymi wymaganiami prawnymi oraz coraz większą liczbą interwencji – często o charakterze medycznym, a nie stricte pożarowym. Problemem staje się również czas i obciążenie służbą. Ochotnicy są coraz częściej angażowani w działania, które wcześniej realizowały inne struktury, co prowadzi do wypalenia i rezygnacji ze służby. Francuskie raporty wprost wskazują, że ochotnictwo nie może opierać się wyłącznie na entuzjazmie i tradycji.
Francja, mierząc się z narastającym obciążeniem ochotników i spadkiem ich liczby, postawiła na profesjonalizację otoczenia służby, bez formalnego odchodzenia od modelu ochotniczego. Kluczowym założeniem było uznanie, że ochotnictwo nie może opierać się wyłącznie na motywacji społecznej i tradycji – musi być osadzone w stabilnych ramach organizacyjnych i finansowych. Jednym z filarów reform jest rozbudowany system rekompensat i świadczeń. Ochotnicy otrzymują ekwiwalenty za czas służby, dodatki emerytalne oraz zabezpieczenie socjalne, które czynią służbę bardziej przewidywalną i możliwą do pogodzenia z życiem zawodowym. Choć formalnie pozostają ochotnikami, w praktyce ich status zbliża się do półzawodowego.
Francuski system opiera się również na silnej integracji strażaków zawodowych i ochotników. Funkcjonują oni w ramach jednego systemu dowodzenia, wspólnych centrów operacyjnych i jednolitych procedur. Dzięki temu ochotnicy nie są traktowani jako „tańszy dodatek”, lecz jako pełnoprawny element systemu ratowniczego, jasno wpisany w plany zabezpieczenia operacyjnego. Istotnym kierunkiem zmian jest także specjalizacja ról. Ochotnicy coraz rzadziej muszą być przygotowani do realizacji wszystkich typów działań. Część jednostek koncentruje się na ratownictwie medycznym, inne na zabezpieczeniach logistycznych, wsparciu dużych akcji czy działaniach prewencyjnych. Pozwala to ograniczyć obciążenie szkoleniowe i lepiej dopasować zadania do realnych możliwości kadrowych.
Na poziomie centralnym i departamentalnym prowadzone jest planowanie rozmieszczenia jednostek oparte na analizie ryzyka, a nie na historycznych granicach administracyjnych. Jednostki o niskiej aktywności są łączone lub przekształcane, bez społecznego tabu wokół takich decyzji. Kluczowe jest to, że system otwarcie różnicuje potencjał i zadania poszczególnych struktur, zamiast udawać, że wszystkie funkcjonują na tym samym poziomie. Francuskie doświadczenia pokazują, że ochotnicze pożarnictwo może pozostać skuteczne nawet przy rosnących wymaganiach – pod warunkiem, że państwo i samorządy przejmą odpowiedzialność za stworzenie ram, w których ochotnictwo jest realnie wykonalne, a nie tylko symboliczne.
Co można przenieść na grunt polski – a czego nie?
Dyskusja o niemieckich i francuskich rozwiązaniach bardzo często grzęźnie w uproszczeniu: „u nich się da, u nas nie”. Tymczasem nie chodzi o kopiowanie modeli 1:1, lecz o przeniesienie logiki działania, a nie konkretnych przepisów. Na polski grunt jak najbardziej da się przenieść różnicowanie ról OSP. Już dziś faktycznie funkcjonują jednostki wyjazdowe, wspierające i czysto formalne – problem w tym, że system udaje, iż wszystkie są jednakowo operacyjne. Uporządkowanie tego stanu, poprzez jasne określenie funkcji i oczekiwań wobec jednostek, nie wymaga rewolucji ustawowej, lecz odwagi decyzyjnej na poziomie samorządów i administracji centralnej.
Realne jest również łączenie potencjałów kilku OSP, zwłaszcza tam, gdzie demografia bezlitośnie ogranicza liczbę czynnych druhów. Wbrew obiegowym opiniom, nie musi to oznaczać likwidacji lokalnej tożsamości – remizy mogą pozostać centrami życia społecznego, nawet jeśli tylko jedna z kilku jednostek pełni funkcję pierwszowyjazdową. Znacznie trudniejsze, choć nie niemożliwe, jest wprowadzenie systemowego wsparcia pracodawców, na wzór niemiecki. Wymaga to jednak uznania na poziomie państwa, że bezpieczeństwo lokalne nie jest wyłącznie problemem gminy i OSP, lecz elementem interesu publicznego, który musi być współfinansowany. Największym wyzwaniem pozostaje natomiast mentalna zmiana w postrzeganiu OSP – odejście od przekonania, że każda jednostka musi być w pełni operacyjna, niezależnie od realnych zasobów ludzkich. To właśnie ten element, a nie brak pieniędzy czy sprzętu, najczęściej blokuje racjonalne reformy.
Polska debata o OSP coraz częściej przypomina rytualną wymianę haseł. Z jednej strony pojawia się argument „OSP to nie tylko wyjazdy”, z drugiej – oskarżenia o chęć likwidacji ochotniczego pożarnictwa. Problem polega na tym, że hasła zastąpiły analizę, a emocje – odpowiedzialność za system. Nie jest atakiem na tradycję stwierdzenie, że jednostka bez ludzi i aktywności nie zwiększa bezpieczeństwa. Nie jest zdradą idei ochotnictwa pytanie, czy publiczne pieniądze powinny utrzymywać struktury istniejące wyłącznie na papierze. Prawdziwym zagrożeniem dla OSP nie są krytycy obecnej fikcji, lecz brak decyzji i zamiatanie problemów pod dywan.
Niemcy i Francja pokazują, że ochotnicze pożarnictwo można chronić poprzez zmiany, a nie przez zamrażanie systemu. Różnicowanie ról, łączenie potencjałów i uczciwe planowanie ryzyka nie niszczą ochotnictwa – one pozwalają mu przetrwać w świecie, w którym demografia i rynek pracy nie mają sentymentów. Jeżeli w Polsce nadal będziemy traktować każdą próbę reformy jako zamach na tradycję, to tradycja przegra z rzeczywistością. OSP rzeczywiście nie są tylko od wyjazdów. Ale nie każda OSP musi – i nie każda może – robić wszystko. Odwagi do nazwania tego faktu będzie zależeć, czy system ochotniczego pożarnictwa w Polsce pozostanie realnym filarem bezpieczeństwa, czy jedynie dobrze brzmiącym symbolem.
Fotografia nagłówkowa, ilustracyjna: sztucznie wygenerowana
