OSP to nie tylko wyjazdy. Jak pogodzić tradycję z efektywnością?
„OSP to nie tylko wyjazdy” – ten argument często pada w debatach o ich funkcjonowaniu i finansowaniu. I jest prawdziwy. OSP pełnią także funkcje wychowawcze, edukacyjne i prewencyjne. Problem w tym, że w czasach kurczących się budżetów i spadającej liczby młodych ludzi hasło to coraz częściej służy obronie struktur, a nie realnej zdolności działania. Jak pogodzić sentyment do tradycji z potrzebą efektywności?
Zgodnie z danymi różnych źródeł w Polsce działa około 16 tys. ochotniczych straży pożarnych, które zrzeszają około 600–700 tys. członków. Spośród nich ok. 245 tys. to czynni strażacy-ratownicy OSP, gotowi do działań ratowniczo-gaśniczych. To ogromna sieć organizacji społecznych obecnych w niemal każdej gminie. Stanowią one niewątpliwie filar bezpieczeństwa lokalnego, a jednocześnie są ważnym elementem życia społecznego.
Nie każda OSP to wyłącznie gotowość do wyjazdów. Opublikowane w listopadzie br. badania zespołu z Uniwersytetu w Siedlcach: dr. Tomasza Kacprzaka, dr. inż. Marka Niewęgłowskiego oraz mgr. inż. Mateusza Chraszcza potwierdzają, że OSP pełnią również istotną rolę społeczną – prowadzą młodzieżowe drużyny pożarnicze, szkolenia, edukację przeciwpożarową i integrują lokalne społeczności. Autorzy badań podkreślają jednak, że potencjał społeczny nie jest wykorzystywany równomiernie we wszystkich jednostkach. Brak ludzi, infrastruktury lub lokalnej aktywności sprawia, że część OSP funkcjonuje głównie formalnie, bez realnego wpływu na bezpieczeństwo czy życie społeczne.
Problem demograficzny dodatkowo komplikuje sytuację. Polska się starzeje, czynni druhowie często pracują poza miejscem zamieszkania, a młodzi wyjeżdżają z mniejszych miejscowości. W efekcie wiele jednostek boryka się z niedoborem nowych członków. To realny problem – brak ludzi ogranicza zdolność OSP zarówno do wyjazdów, jak i do prowadzenia aktywności społecznej. Hasło „OSP to nie tylko wyjazdy” pozostaje prawdziwe, ale musi być osadzone w realiach, w których brakuje kadry do realizacji tych funkcji.
Nieco szersze analizy dr. Dariusza Kały, obejmujące swoim zasięgiem OSP powiatu elbląskiego, lecz dobrze obrazujące problemy występujące w skali całego kraju, pokazują, że część jednostek formalnie istnieje, ale nie prowadzi działalności ratowniczej ani społecznej, a mimo to generuje koszty dla gmin. W obliczu niedoborów kadrowych i niekorzystnych trendów demograficznych utrzymywanie takich struktur bez realnej aktywności rodzi pytania o efektywność wydatkowania publicznych środków. Obrona tradycji i wartości OSP jest słuszna, ale samo istnienie remizy i formalnej jednostki nie zapewnia ani bezpieczeństwa, ani realnej aktywności społecznej.
Rozwiązaniem nie jest likwidacja najmniejszych jednostek (i tak niezwykle trudna, o ile w ogóle możliwa w obecnej formule prawnej i organizacyjnej OSP) dla samej idei – co często niesłusznie zarzuca się analitykom – lecz dopasowanie systemu do realnej aktywności i możliwości kadrowych. Tam, gdzie brakuje ludzi do wyjazdów, OSP mogą pełnić przede wszystkim funkcje edukacyjne i prewencyjne. Gdy brakuje zarówno kadry, jak i aktywności społecznej, warto rozważyć łączenie jednostek lub wzmocnienie współpracy między nimi. Takie podejście nie jest atakiem na tradycję ochotniczego pożarnictwa, lecz strategią jej ocalenia przy jednoczesnym efektywnym wykorzystaniu publicznych pieniędzy.
OSP rzeczywiście nie są tylko od wyjazdów. Ale hasło to nie może chronić jednostek, które nie mają ani potencjału kadrowego, ani społecznego. Publiczne pieniądze powinny wspierać te jednostki, które realnie działają – zarówno w ratownictwie, jak i w pracy społecznej. Demografia i efektywność finansowania współistnieją dziś silniej niż kiedykolwiek. Jeśli system OSP ma przetrwać i pozostać silny, musi uwzględniać oba te wymiary. Zmiany nie są zagrożeniem dla ochotniczego pożarnictwa – zagrożeniem jest brak odwagi, by je przeprowadzić.
